Internauta traci anonimowość

Rozwój Internetu, to nie tylko większa dostępność do baz wiedzy, zasobów kultury czy darmowe rozmowy przez Skype. Internet stał się wyzwaniem dla wszelkiej maści organów ścigania. Nagle bowiem okazało się, że niewinna z pozoru siec stanowi doskonałą wylęgarnie dla różnego rodzaju przestępstw. Stare, znane już nam metody łamania prawa doskonale zaadaptowały się w nowym środowisku. Historie o napadzie na bank rezerw federalnych tracą na wiarygodności, wszyscy za to, boimy się cyber-złodziei czyhających na nasze internetowe konta bankowe. Są również historie będące mostem między starym a nowym, na przykład kradzież magicznej zbroi należącej do wirtualnej postaci wykreowanej na potrzeby gry. Oto jak nowe technologie ubogacają życie prawnika i powodują, że branżowe suchary są lepiej strawne.
            Wśród wszelkiej maści przestępstw i naruszeń prawa w ogóle, Naczelny Sąd Administracyjny zajął się ostatnio zmorą aktywnych uczestników Internetu (tych którzy poza oglądaniem, zostawiają w nim również swój ślad), tak zwanym hejtowaniem, trolowaniem, krótko mówiąc nadmierną, agresywną krytyką wszystkich i wszystkiego, tylko dlatego, że można zrobić to jednocześnie publicznie i anonimowo. Na co dzień jesteśmy bardzo ograniczeni różnymi konwenansami. W domu, pracy, kolejce do lekarza. Mało kto ma na tyle odwagi, żeby swobodnie mówić co myśli, nie wspominając o tych maluczkich, szarych, schowanych w kącie, których i tak nikt by nie słuchał, chociaż by wykrzyczeli swoje zdanie w najbardziej dosadny sposób. W takich oto okolicznościach przychodzi do nas Internet wraz ze swoją niemoralną propozycją nieskrępowanej wolności słowa. Od tej pory możemy mówić co chcemy, gdzie w wirtualnej przestrzeni chcemy, w sposób który uznamy za najbardziej odpowiedni. Bez konsekwencji. Trudno oprzeć się pokusie. Niestety nie każdy radzi sobie z ofiarowaną wolnością i dopuszczalną krytykę zamienia w prawdziwy wodospad nienawiści.
            A to wszystko dzięki anonimowości zagwarantowanej przez art. 18 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Na jego podstawie informacje o użytkowniku umożliwiające jego identyfikacje (imię, nazwisko, adres IP) mogą być udostępnione organom państwa na potrzeby prowadzonych postępowań (kropka) Tak przynajmniej przepis był interpretowany do tej pory. Orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, mimo, że nie otworzyło bram do baz danych w tej konkretnej sprawie, to jednak dokonuje pewnej rewolucji w dotychczasowym myśleniu.
            Spór pojawił się między spółką Agora, administratorem wielu portali internetowych, a Promedica24, pośrednikiem pracy w branży medycznej. W związku z tym, że na forum internetowym Agory, pojawiło się kilkadziesiąt nieprzychylnych dla Promedica24 wpisów, które zdaniem powodów naruszały jej dobra osobiste, Promedica24 wystąpiła do Agory o udostępnienie danych 36 użytkowników. Spółka Agora odmówiła powołując się na cytowany wcześniej przepis. Podtrzymała swoje stanowisko nawet po decyzji Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, nakazującej udostępnienie danych umożliwiających identyfikację autorów wpisów, decyzji, którą Agora S.A. zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA uchylił decyzję Inspektora wyrokiem z dnia 8 marca 2012 roku, argumentując, że GIODO kierował się artykułem 29 ust 1 ustawy o ochronie danych osobowych, a powinien mieć na uwadze regulacje dotyczące świadczeniu usług drogą elektroniczną. Inspektor nie złożył jednak broni i złożył skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego i tu nastąpił przełom. Może nie dla samego Inspektora, bo NSA ostatecznie oddalił jego skargę, ale w uzasadnieniu sędzia Irena Kamińska wyraźnie stwierdziła, iż możliwe jest udostępnienie danych umożliwiających identyfikację użytkownika firmie prywatnej.  W treści artykułu rzeczywiście nie znajdziemy słowa „wyłącznie” lub „tylko”. Wskazanie, iż usługodawca udziela tych informacji organom państwowym, nie zamyka więc drogi podmiotom prywatnym. Jednocześnie NSA orzekł, iż każda sprawa powinna być tratowana indywidualnie, a przedmiotem oceny jest przede wszystkim to, czy ujawnienie danych jest niezbędne dla realizacji zamierzonych celów. NSA przywołał również wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z dnia 19 kwietnia 2012 roku. ETS w trybie prejudycjalnym stwierdził, że osoba której prawa autorskie zostały naruszone (lub jej przedstawiciel) może skutecznie domagać się ujawnienia adresu IP osoby, która dopuściła się takiego naruszenia. Co więcej nie stoi to w sprzeczności z Dyrektywą 2006/24/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie [przechowywania] generowanych lub przetwarzanych danych w związku ze świadczeniem ogólnie dostępnych usług łączności elektronicznej lub udostępnianiem publicznych sieci łączności. Mimo iż art. 4 tejże Dyrektywy, stanowi iż dostęp do danych umożliwiających identyfikację użytkownika powinny mieć jedynie właściwe organy krajowe. ETS podkreślił jednak, że konieczne jest wyważenie przeciwstawnych interesów, stosownie do okoliczności każdego przypadku z uwzględnieniem zasad proporcjonalności.
           Orzeczenie NSA otwiera drogę każdemu, kto został w jakikolwiek sposób obrażony w Internecie, do dochodzenia swoich praw. Nie trzeba stać już założonymi rękami i czekać aż samo przejdzie. Tym bardziej, że sprawa jest bardzo poważna. Nie chodzi tylko o przedsiębiorstwa, których zmieszczenie nieprawdziwych szkalujących informacji, może doprowadzić do plajty. NSA stanął po stronie również tych najsłabszych użytkowników, zwykłych obywateli, za którymi nie stoją mądre, prawnicze głowy. Oczywiście korzystanie z Internetu nadal będzie się wiązało z większą swobodą niż w świecie realnym, ale być może taka interpretacja pozwoli choćby zbliżyć do siebie standardy obowiązujące w obu rzeczywistościach, realnej i wirtualnej. Już słychać pierwsze komentarze ze strony portali internetowych, które z oburzeniem komentują wyrok powołując się na zagrożenie dla wolności słowa. Rozumiem ten niepokój, anonimowość, a co za tym idzie, poczucie bezkarności, działa jak magnes na niektórych użytkowników. Pozbycie się tego oręża może zmusić do zmiany sposobu myślenia o osobie, swoich użytkownikach i miejscu w przestrzeni publicznej. W mojej ocenie wolność słowa gwarantuje fakt, iż w obu tych orzeczeniach przywołuje się konieczność celowości udostępnienia tych informacji. Nie jest więc możliwie domaganie się danych mojego adwersarza, dopóki jego aktywność w Internecie nie naruszy moich praw.

Wyrok NSA I OSK 1666/12, wyrok z 21 sierpnia 2013 roku.

© 2015 Sztuka Prawa
Wszelkie prawa zastrzeżone