Czym jest domena publiczna – na przykładzie Sherlocka Holmesa

Znany detektyw i jego wierny towarzysz, Doktor Watson, są częścią domeny publicznej, tak stwierdził sąd apelacyjny w USA. Orzeczenie sądu jest szczególnie ciekawe dla twórców, którzy chcieliby w swojej pracy wykorzystać postać genialnego detektywa. A ten wciąż inspiruje. Film o przygodach detektywa z 2009 roku, (reż. Guy Ritchie) zarobił do tej pory 524,028,679 $

Sherlock to postać, do której wciąż wracają twórcy. Nic dziwnego.  Jego postać jest uniwersalna, ciekawa, mimo że eksploatowana od ponad stu lat, to wciąż bardzo tajemnicza. Poza walorami artystycznymi, jest również wartość rynkowa. Sherlock to marka znana na całym świecie. Doskonale wypromowany literacko, filmowo, teatralnie. Wywołuje jedynie pozytywne skojarzenia. Czy jest ktoś kto nie lubi Sherlocka Holmes’a? Szukasz prezentu dla dziecka, wnuka, chłopaka, mamy, a może dziadka? Coś z Sherlockiem zawsze pasuje.

A co jeśli chcesz stworzyć utwór bazujący na postaci detektywa? Zanim zaczniesz cieszyć się międzynarodowym sukcesem i nagłówkami w stylu Guy Ritchie znokautowany, młody reżyser deklasuje konkurencje, dowiedz się jak korzystać z tej postaci, aby nie naruszyć praw autorskich twórcy.

Przed tym problemem stanął Leslie S. Klinger twórca A study in Sherlock: Stories Inspired by The Sherlock Holmes Canon (wyd. Random House), zbioru opowiadań o Sherlocku Holmesie i Dr. Watsonie napisanych przez współczesnych autorów. Na początku wyszedł z założenia, że ze względu na upływ czasu obie postacie nie są już objęte ochroną prawa autorskiego i postanowił wydac książke bez porozumienia ze spadkobieracami Sir Artuhra Conan Doyla. Ci jednak sami zgłosili się z żądaniem 5000$ za udzielenie licencji do wykorzystania postaci Sherlocka Holmesa i Dr.Watsona.

Przygody Sherlocka Holmesa, autorstwa Arthura Conana Doyle, były publikowane od 1887 do 1927 roku. W tym czasie ukazało się 56 opowiadań i 4 powieści. Zgodnie z amerykańskim prawem autorskim, opowiadania opublikowane  do 1923 roku nie są już pod ochrona prawną, natomiast te publikowane między 1923-1927 pozostają pod ochroną do odpowiednio 2018-2022 roku. Mamy więc sytuację, w której część opowiadań o tych samych bohaterach jest chronionych, a część nie. Powstaje pytanie, czy wykorzystując postać Holmesa można założyć, że inspiracją jest opowiadanie, które znajduje się w domenie publicznej? Czy mogę dowolnie wskazać, z którego dokładnie opowiadania pochodzi bohater i czy takie podejście nie byłoby próbą obchodzenia praw autora lub jego spadkobierców? Na te pytania musiał odpowiedzieć sąd.

Argumentacja Leslie S. Klinger opierała się o konstrukcję domeny publicznej. Domena publiczna to zbiór utworów, które nie są objęte autorskimi prawami majątkowymi. To znaczy, że takie utwory mogą być adaptowane, rozpowszechniane, zmieniane, także w celach komercyjnych. Osoba, która wykorzystuje utwór z domeny publicznej nie musi uzyskiwać licencji, ani zgód. Do domeny publicznej zalicza się utwory, które nigdy nie były objęte ochroną prawa autorskiego majątkowego (np. Fraszki – Jan Kochanowski) oraz te, które nie są już objęte ochroną ze względu na upływ czasu (np. Pobudka grunwaldzka – Tadeusz Boy-Żeleński). Co roku do domeny publicznej „wchodzą” nowe dzieła. W 2012 była to twórczość Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Ignacego Paderewskiego, Jamesa Joyce’a i Virginni Wolf. Według niektórych, domena publiczna jest surowcem, z którego wywodzi się wiedza i nowe dzieła kultury (manifest domeny publicznej) 

Co ważne, utwór, który powstał na kanwie utworu z domeny publicznej, podlega normalnej ochronie prawa autorskiego, świetnym przykładem jest Mona Lisa

interpretacja  Marcela Duchampa, L.H.O.O.Q, Mona Lisa with moustache, która jest pod ochroną autorskich praw majątkowych aż do 2039 roku oraz obraz Leonardo da Vinci, który jest już częścią domeny publicznej oraz ,

L.H.O.O.Qobraz Leonardo da Vinci, który jest już częścią domeny publicznej

 

Domena publiczna godzi jednak w majątkowe interesy tych twórców, których dzieła mają być przetworzone.

Dlatego reprezentująca spadkobierców Conan Doyle Estate LTD broniła poglądu, że skoro cześć opowiadań o Sherlocku Holmesie jest jeszcze pod ochroną, to ktoś, kto chciał wykorzystać jego postać w swoim dziele, powinien uzyskać licencje, ponieważ Sherlock i dr. Watson to postacie wielowymiarowe, które ewoluowały poprzez publikacje ich kolejnych przygód. Ostatnie opowiadania rzucają pełne światło na postać, a skoro wydano je w latach dwudziestych, to od lat dwudziestych powinien być liczony okres ochrony.

Sąd orzekając na korzyść Leslie S. Klingera zauważył, że skoro ochrona prawnoautorska jest ograniczona czasowo, to nie możemy jej wydłużać w nieskończoność poprzez publikacje kolejnych elementów utworu na przestrzeni lat. Jeśli historia jest publikowana w częściach, to pod ochroną pozostają tylko nowe, twórcze wątki. Czyli można wykorzystać postać dr. Watsona tak jak została opisana w opowiadaniach wydanych do 1923 roku, ale np. bez jego żony, która pojawia się w późniejszych częściach. Sąd podkreślił wagę domeny publicznej dla rozwoju kultury. Nie przekonały go ani argumenty o całości postaci, a nie te o motywacji twórcy do ciągłego ulepszania dzieła.

Dla zachowania równowagi między prawem twórcy i użytkownika, musimy pamiętać, że czym innym są autorskie prawa majątkowe, a czym innym osobiste. Jeśli utwór wchodzi do domeny publicznej, twórca, a raczej jego spadkobiercy, tracą monopol na czerpanie korzyści majątkowych z utworu. Nadal jednak, przysługują imprawa osobiste, których trwanie nie jest ograniczone czasem. Prawa osobiste, to na przykład prawo do rzetelnego wykorzystania utworu. Swoją twórczością nie powinniśmy szkodzić oryginałowi. Gdyby Leslie S. Klinger zrobił z Holmesa psychopatycznego zabójce, naruszyłby prawa osobiste i bez znaczenia byłby fakt, że utwór może już być w domenie publicznej.

Wyrok amerykańskiego sądu rozwiązuje tylko ten jeden spór, na jego podstawie nie można twierdzić, że historia Sherlocka Holmes weszła do domeny publicznej na całym świecie, w tym samym momencie. Mimo to, stanowi ciekawy głos w dyskusji o granicach swobody artystycznej, a argumenty użyte przez sąd mogą zostać wykorzystane przez zwolenników ograniczania monopolu twórcy.

Zdjęcie na stronie głównej Sidney Paget – Strand Magazine

Autor: Marta Giers

 

Żadna część jak i całość artykułu nie może być powielana i rozpowszechniana  w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób bez zgody autora. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie w całości lub w części bez zgody jest naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
© 2015 Sztuka Prawa
Wszelkie prawa zastrzeżone